Zapraszam Cię na 4. odcinek mojego podcastu #DigitalGirl / Zostań Edukatorką Przyszłości!

W odcinku #04 / Marketing treści z Anią Zalewską posłuchasz o:

  • budowaniu marki w sieci za pomocą content marketingu (czyli marketingu treści);
  • na co warto zwrócić uwagę kiedy rozpoczynamy rozwijać nowy kanał komunikacji z naszymi odbiorcami;
  • jak tworzyć wartościowe treści wielokrotnego użytku do internetu. 

Opowiadam także o audiobooku Droga Startupu Erica Ries i wyciągam z niej 3 inspirujące myśli. 

Podcast >>> Download (MP3) / iTunes (subskrybuj)

Linki >>> 

Grupa #DigitalGirls na FB – najbardziej magiczna społeczność w internecie 

Droga Startupu – Eric Ries (audiobook)

Mat Czechowicz – muzyka w podcaście 

 

 

Moim gościem specjalnym w podcaście jest dziś Ania Zalewska z agencji Widoczni 🙂

Ania Zalewska –  zajmuje się marketingiem internetowym, a jej specjalność to content marketing od budowy strategii po realizację. Od 2014 roku działa w agencji Widoczni.com w Poznaniu, gdzie współtworzy zespół marketingowy. Szkoli pracowników, blogerów, studentów i właścicieli firm z podstaw marketingu internetowego, analityki internetowej i content marketingu. Realizuje projekty edukacyjne dla Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu i Wyższej Szkoły Bankowej. Redaguje blog widoczni i publikuje w takich magazynach i portalach branżowych jak: Nowy Marketing, Marketing w Praktyce, Magazyn Online Marketing, Marketer+ i wiele innych. W swoich działaniach inspiruje się projektowaniem usług metodą design thinking.

Linki od Ani:

Artykuł o powiązaniach sprzedaży i treści na stronie – informacje uzupełniające o naszej rozmowy

Artykuł na blogu Widoczni.pl o wyszukiwaniu w Google, o którym wspominała Ania – prawdziwy hit 🙂

Akademia Widoczni – a tutaj aktualne terminy bezpłatnych szkoleń

BuzzSumo – narzędzie do sprawdzania popularności artykułów w mediach społecznościowych, o którym wspominała Ania

Inne przydatne narzędzia w content marketingu:

  1. Answer the Public – pokazuje najczęstsze zapytania internautów związane z wybraną frazą 
  2. Google Trends – umożliwia zbadanie, czy wybrany przez nas temat cieszy się zainteresowaniem

Widoczni na LinkedIn – profil, na którym zespół agencji dzieli się regularnie ciekawostkami z branży

Transkrypcja Podcast #04 / Marketing treści z Anią Zalewską

Witam Cię w kolejnym odcinku podcastu #DigitalGirl Zostań Edukatorką Przyszłości.

Rozmowa z inspirującym gościem

Mam niesamowitą przyjemność gościć w podcaście Anię Zalewską, która reprezentuje Agencję Widoczni. Będziemy rozmawiały na temat content marketingu. To określenie tylko tak poważnie brzmi. Zaraz odrzemy go z tajemnic.

Ania Zalewska >>> Dzień dobry, dzisiaj będziemy obalać mity i poszukiwać tajemnic content marketingu, które ułatwią nam tworzenie wartościowych treści. Nazywam się Ania Zalewska i na co dzień prowadzę w Agencji Widoczni projekt edukacyjny Akademia Widoczni. Zajmuję się również content marketingiem i całym marketingiem naszej agencji, więc łączę kompetencje i z marketingu internetowego, i z budowy wizerunku. Mam nadzieję, że skorzystacie z mojej wiedzy.

Kaśka Żbikowska >>> Super! Jestem tego absolutnie pewna. Mamy już wspólne doświadczenia sprzed kilku tygodni, kiedy realizowałyśmy razem kilka działań związanych z projektem >>> #DigitalGirls Academy. Myślę więc, że nawiążemy do niektórych tematów, które także wtedy były interesujące dla Studentek Akademii.

Aniu, kiedy tylko myślę sobie o content marketingu, to przede wszystkim chciałabym pozwolić dziewczynom z naszej społeczności przyjrzeć się temu tematowi od praktycznej strony. Widzę, że coraz więcej osób chciałoby sprzedawać swoją wiedzę w sieci. Chciałybyśmy realizować edukacyjne i rozwojowe projekty. A do tego potrzebna jest zbudowana i uświadomiona odbiorcom – marka osobista. Taka, która pomoże nam wytłumaczyć naszym odbiorcom kim jesteśmy i jaką wartość dajemy. Z praktyki wiem, że content marketing świetnie się do tego nadaje. Opowiedz nam, Aniu, jak budować własną markę w sieci, którą można wykorzystać także do sprzedaży naszych produktów online.

Ania Zalewska >>> W agencji wykorzystujemy treści, żeby budować nasz wizerunek. Opowiem na tym przykładzie, co warto robić. Są to uniwersalne metody, na których możesz się wzorować. Chcieliśmy zbudować wizerunek eksperta. Pierwszym  intuicyjnym krokiem w tym celu jest stworzenie bloga.

Nie każda treść jednak będzie realizować potrzebę budowy wizerunku. Samo stworzenie tekstów na stronie, to jeszcze nie wszystko. Potrzebne są teksty wysokiej jakości, które niosą wartość dla użytkownika. Wartość to właśnie słowo klucz, gdy dostarczamy treści budujące nasz wizerunek.

Warto się zastanowić: co ja mogę dać użytkownikowi. Nie mam na myśli tego, co mogę dać w sensie sprzedażowym, np. sprzedam nowe, fajne szkolenie czy zaproszenie na kurs. Chodzi o to, co już teraz każdy użytkownik może ode mnie dostać zupełnie za darmo. Na tej podstawie będzie mógł poznać moją ekspercką wiedzę w danej dziedzinie.

Wskazuję na blog jako rozwiązanie, dlatego że jest prosty w realizacji. Każda z nas ma jakąś ekspercką wiedzę i nie musi poświęcać czasu na poszukiwanie materiałów w sieci.

Siadamy i piszemy, mając cały czas w pamięci to, że te treści mają się komuś przydać i mają również zaprezentować, na czym się znamy. Sugerowałabym właśnie taki kierunek.

Kaśka Żbikowska >>> OK, czyli proponujesz, żeby zacząć od pisania bloga. Od tworzenia wartościowych treści w ten sposób. Wiesz, kiedy patrzę sobie na blogi, które uruchamiają dziewczyny w naszej społeczności, to dostrzegam, że czasami staramy się od razu zacząć od tego eksperckiego poziomu. A przecież wystarczające jest to, że my same – jako pasjonatki, specjalistki w jakiejś dziedzinie – jesteśmy kilka kroków dalej, niż osoby, które będą tego bloga czytały.

Ania Zalewska >>> Tak, oczywiście. Zawsze powtarzam, że nawet jeśli piszemy do super zaawansowanego użytkownika, to i tak musimy pisać prostym językiem. To nie jest tak, że jak piszę do profesorów, to będę wertować słowniki, żeby używać wyrafinowanych słów. To musi być prosty przekaz, prosty język.

Mam dokładnie to samo doświadczenie, o którym teraz mówisz. Faktycznie wydaje mi się, że coś jest bardzo banalne i że przecież każdy to wie. Ale to jest tak zwana „klątwa wiedzy”. Bo za chwilę okazuje się, że dostaję pytania, które mnie szokują. Nawet nie przypuszczam, że ktoś może czegoś nie rozumieć, czy nie wiedzieć. Wracam na ten etap, o którym mówiłaś – tworzę treści, które dla mnie są bardzo podstawowe i banalne. Jednak w odbiorze stanowią wysoką wartość dla użytkowników.

Nie oszukujmy się, osoby, które są bardzo zaawansowane, szukają treści gdzieś indziej. Najczęściej są to zagraniczne blogi. My, polscy twórcy – powinniśmy mieć świadomość, że nas czytają przede wszystkim osoby na poziomie podstawowym, które same jeszcze do końca nie wiedzą, gdzie szukać informacji. Potrzebują, żeby poprowadzić ja za rękę. W naszym przypadku również sprawdziło się to dobrze – postawiliśmy na odbiorcę podstawowego, początkującego.

Kaśka Żbikowska >>> Jeśli ktoś będzie potrzebował wiedzy na wyższym poziomie i będzie chciał wejść kilka kroków wyżej, to i tak będzie od razu kojarzył tę osobę, która pomogła mu na początku, kiedy stawiał pierwsze kroki. I zwiększa się prawdopodobieństwo, że wróci do tej osoby, czy tej firmy, które zasiliły go tymi wartościowymi treściami na jego starcie.

To trochę uspokaja. Bo wiesz, widzę taką tendencję, w którą sama kiedyś zabłądziłam – tworzyłam materiały trochę wręcz „udziwnione”. Wydawało mi się, że ja już wszystko wiem i szukałam jakichś totalnie nowych, bardzo unikalnych wartościowych treści. A okazało się, że moi czytelnicy w ogóle tego nie potrzebowali. Więc Twój przykład jest bardzo dla mnie ciekawy – z tym blogiem nie eksperckim.

Ania Zalewska >>> Opowiem Ci jeszcze jedną historię. Korzystaliśmy kiedyś z narzędzia BuzzSumo. Na podstawie tego narzędzia, można poznać treści, które są najchętniej współdzielone w mediach społecznościowych. Tym samym zainspirować się i stworzyć u siebie na blogu również treści o podobnej tematyce.

Ja byłam bardzo sceptyczna, bo jedną z najpopularniejszych treści był artykuł o sposobach wyszukiwania w Google. Nie rozumiałam, jak taka treść może kogoś interesować, przecież to banalny temat – wpisuję słowo do wyszukiwarki i tyle. A okazuje się, że ten artykuł, od czasu kiedy go stworzyłam (czyli prawie rok temu) – co miesiąc jest hitem na naszym blogu.

Użytkownicy wchodzą na niego z wyszukiwarki, bo faktycznie poszukują w Google sposobów na wyszukiwanie.  To też daje do myślenia. Może nam się wydawać, że coś jest głupie i nie może się sprawdzić. A jednak będzie wielkim sukcesem. Trzeba mieć też trochę dystansu do siebie i do swojej wiedzy. Stanąć z boku i przyjrzeć się, czego chce użytkownik. To, że coś mnie jest niepotrzebne, to nie znaczy, że nie jest potrzebne odbiorcy.

Kaśka Żbikowska >>>  To jest niesamowicie dobry przykład. Ja także robię taki eksperyment. Właśnie pamiętając o tym, że skoro ja robię coś od kilku lat, znam się na tym, przyszłam różne ścieżki, zabłądziłam wielokrotnie i wiem gdzie nie iść, to nie znaczy, że moja społeczność, moi odbiorcy będą w takim samym momencie rozwoju jak ja. I niejednokrotnie zadaje sobie właśnie pytania, o których powiedziałaś – czasami podstawowe dla mnie. I nie dlatego, że uważam, że ktoś, kto je zadaje jest gorszy. Taka osoba po prostu szuka konkretnie tego, żeby wejść na tę ścieżkę. I naprawdę okazuje się, że niesamowite rzeczy w ten sposób mogę odkryć.

Mówimy o różnych sposobach przekazywania naszej wiedzy. Zaczęłyśmy od bloga i tutaj podpisuję się dwoma rękami pod Twoimi słowami.  W moim przypadku blog także bardzo fajnie pracował na moją „eksperckość” i na budowanie tego, co chciałam osiągnąć na początku w sieci. Ale jest dużo więcej możliwości do tego, aby stworzyć swój wizerunek, budować go w różnych kanałach komunikacji, w różnych mediach. Powiedz nam, na co warto zwrócić uwagę, kiedy chcę odkryć i wyeksplorować nowy kanał, na przykład mam już bloga i chciałabym iść w kierunku podcastu, albo w kierunku profilu w jakimś medium społecznościowym, które będzie przeze mnie prowadzone profesjonalnie i spójnie?

Ania Zalewska >>> W moim odczuciu najczęstszym błędem w takiej sytuacji jest to, że się za szybko poddajemy.  Tzn. robimy coś przez miesiąc, a potem myślimy „nie, to nie udaje się aż tak jak mój blog, który prowadzę już 5 lat, nie będę traciła czasu”. Polecam więc danie sobie trochę czasu na testowanie – nie tylko samego kanału, ale też różnych treści, które w nim publikujemy.

Może intuicyjnie wydawało nam się, że np. na Instagramie będą się fajnie sprawdzały cytaty, a nikt tego nie chce oglądać. Za jakiś czas przetestujemy nową formę, np. swoje zdjęcia z konferencji i okaże się, że użytkownik na Instagramie chce widzieć moją pracę od kuchni.

Warto wszystko przetestować najpierw przez dłuższy okres i dopiero na tej podstawie stwierdzić, czy w ogóle jest sens prowadzenia określonych działań na Instagramie czy na Facebooku. Nigdzie nie jest powiedziane, że musimy być wszędzie i że też wszędzie jest odbiorca zainteresowany nami.

Kaśka Żbikowska >>> Świetna rada! Bardzo mi się podoba to, co powiedziałaś, żeby się nie poddawać zbyt szybko i obserwować wyniki. Rzeczywiście, często „rzucamy się” na nowe projekty i zakładamy np. profil, czy  uruchamiamy jakiś nowy projekt i oczekujemy, że efekty wynikające z niego przyjdą za kwadrans. Powiedziałaś o kilku miesiącach. Czy to rzeczywiście jest dobry okres na testy nowego kanału?

Ania Zalewska >>> Myślę, że to jest minimum. Gdybyśmy w agencji poddali się po pierwszych miesiącach prowadzenia Instagrama, to naprawdę nie mielibyśmy zbudowanego konta. U nas historia wygląda tak, że na początku kompletnie nie mieliśmy pomysłu na ten profil.

O ile na blogu możemy tworzyć fajne artykuły, na Facebooku później te artykuły wypromować, to na Instagramie liczy się przede wszystkim zdjęcie i wizualny aspekt. Kompletnie nie mieliśmy na to pomysłu. Było blisko, żeby powiedzieć „dajmy sobie z tym spokój”.  Ale zaczęliśmy testować inne obszary i pokazywać zespół, pokazywać to, co się dzieje u nas na co dzień i to chwyciło. Gdybyśmy od razu poddali się na wstępie, bo nikt nie chciał słuchać o marketingu na Instagramie, to nie moglibyśmy działać tak, jak działamy.

Teraz Instagram jest na tyle rozbudowany, że stał się też elementem naszej strony internetowej. Kiedy wejdziesz do nas na stronę (>>> Widoczni), to zobaczysz, że zdjęcia są zaciągane za pomocą skryptu, więc wzbogacają dodatkowo stronę internetową. To dodatkowa korzyść.

Kaśka Żbikowska >>> Bardzo ciekawy przykład z tym, że nie poddaliście się i później zaczęliście rzeczywiście w różny sposób te treści ogrywać. Czyli na Waszym blogu (który bardzo lubię czytać i robię to regularnie :)) jest mnóstwo materiałów eksperckich, mięsistych, ale też sporo tych lżejszych. Skupiacie się na merytoryce, która jest Waszą specjalizacją. A na Instagramie pokazujecie Was od kuchni.

Ania Zalewska >>> Tak, pokazujemy zespół. Dużą rolę odegrał fakt, że zaczęliśmy działania offline. Marketing internetowy został uzupełniony przez działania offline – nasze spotkania, szkolenia i wszelkie okazje, podczas których spotykamy się z ludźmi. To jest nasz kluczowy materiał, który publikujemy na Instagramie. Działa fajnie, bo te osoby, które były na danym szkoleniu – też chcą siebie zobaczyć na zdjęciach i są zainteresowane takim materiałem.

Kaśka Żbikowska >>> Dochodzimy powoli do pytania, które mam jeszcze dla Ciebie. I wiem, że odbiorcy naszego podcastu też będą tym zainteresowani. Obserwuję różne marki i ich obecność w różnych kanałach. I widzę, że treści, które publikują są często prawie identyczne. Myślę czasami, że to jest błąd, ale pewnie Ty wiesz o tym więcej.

Czy to jest OK, jeżeli w każdym kanale jest to samo? Przykładowo – stworzę dobry artykuł na bloga, potem publikuję go na Facebooku, potem grafikę wiodącą pokazuję na Instagramie. Potem jeszcze robię to samo w innych miejscach, np. na LinkedIn, bo tam też może kogoś zainteresuje. I w zasadzie w jednym momencie po publikacji takiego tekstu eksperckiego – jestem jednego dnia we wszystkich kanałach na raz. I myślę, że jeśli moi klienci korzystają z tych kilku kanałów, to dostają czkawki w tym momencie. Bo wszędzie jestem ja i ciągle to samo. I myślę sobie wtedy, że ktoś traktuje mnie, jak blondynkę, której trzeba ciągle przypominać, że jest coś nowego na blogu. A może nie wszystkie treści są do tych kanałów dostosowane?

Ania Zalewska >>> Wszystko zależy. U nas, na każdym kanale jest inny typ odbiorcy, co widać po reakcjach na treści z naszego bloga – inne na Facebooku, inne na Linkedin. Nie zawsze sprawdza się więc przekonanie, że użytkownik dostaje czkawki. Oczywiście są takie sytuacje, że faktycznie lepiej się trochę zróżnicować treść. Trzeba poznać swoich użytkowników i dowiedzieć się, czy faktycznie powielają się pomiędzy tymi kanałami, czy może zupełnie inny użytkownik jest na LinkedIn, a zupełnie inny na Facebooku. Teraz kiedy dystrybuuję tę samą treść we wszystkich kanałach, to mimo że to jest to samo, docieram do zupełnie innych osób. Więc tak w ciemno stwierdzić, że się powtarzam byłoby zbyt dużym uproszczeniem.

Kaśka Żbikowska >>> Aniu, dobrze, że o tym mówisz. Teraz słuchając Ciebie przyszło mi do głowy, że w zasadzie można ogrywać ten sam materiał na różne sposoby, bo może rzeczywiście być wartościowy dla różnych osób, w różnych miejscach, punktach styku z naszą marką. Np. na Instagramie zainteresuje kogoś fajne zdjęcie z najlepszym cytatem z tekstu opublikowanego na blogu, a w innych miejscach możemy nawiązać do tego materiału w innej formule. I robi się nam content wielokrotnego użytku. W różnych kanałach możemy inaczej go ograć. Może właśnie to jest ta ścieżka?

Ania Zalewska >>>  Nasz przekaz może się powtarzać, ale oczywiście forma zawsze musi być dopasowana do odbiorcy. A odbiorca jest inny na Instagramie, inny bezpośrednio na blogu, inny na Facebooku, Twitterze. Mają zupełnie inne oczekiwania. Nazywamy to ponownym wykorzystaniem treści, bo artykuł na blogu możemy np. przerobić na infografikę, jeżeli artykuł dotyczył jakichś danych. Tę infografikę dystrybuować na Instagramie lub na Facebooku. Możemy na podstawie tego artykułu na blogu – stworzyć podcast, webinar lub inne video. I to również będzie zróżnicowanie formy w zależności od odbiorcy.

Kaśka Żbikowska >>> Przyszło mi do głowy, że w zasadzie można ograć to w taki sposób, że skoro wiemy, że na jednym kanale moi odbiorcy lubią oglądać, na innym słuchać, a na jeszcze innym czytać, to nie tylko chodzi o dobór odpowiednich form tego samego przekazu, ale o coś jeszcze…

Zauważyłam, że sama wpadłam w taką pułapkę: mój blog żyje w sieci od 2011 roku. To sporo czasu i zdążyłam się rozwinąć w trakcie tych lat. Zmienił się mój punkt widzenia na różne tematy. I dostrzegłam, że mam w sobie takie przekonanie, że nowe artykuły, nowe posty, nowe materiały – to są te jedyne słuszne i ważne, żeby je pokazywać światu w tej chwili. A prawda jest taka, że skoro już wyprodukowałam sporo materiałów przez kilka lat i nie wszystkie straciły swoją aktualność (a niektóre są nawet uniwersalnymi materiałami), to warto sprawić, że będą miały więcej żyć. I np. wrócić do materiałów sprzed kilku miesięcy, czy sprzed kilku lat (o ile oczywiście one wciąż mogą dawać wartość odbiorcy). Co myślisz o takim podejściu do materiałów? Czy warto wyciągać rzeczy ze swojego archiwum, czy trzeba ciągle robić coś od nowa?

Ania Zalewska >>> Absolutnie nie musimy ciągle tworzyć czegoś od nowa. Mamy wszyscy ograniczone zasoby, nie mamy nieskończenie wiele czasu, ani nieskończonej liczby pomysłów, a czasami nawet mamy kryzys twórczy. W takiej sytuacji, dobrze sprawdza się podejście, żeby wykorzystać ponownie to, co już mamy.

Jak to można zrobić? Przede wszystkim możemy wziąć na tapetę stary artykuł, np. sprzed pięciu lat. Możemy go uzupełnić o jakieś nowe treści, bo być może zawiera statystyki, które warto uaktualnić. A może coś się zmieniło i wymaga aktualizacji (a na pewno się zmieniło, bo każda branża dynamicznie ewoluuje). I później wyciągnąć ten artykuł na wierzch, jak zupełnie coś nowego.

Zapewniam, że użytkownik, nawet jeżeli czytał wcześniej ten artykuł, może totalnie go nie kojarzyć. Tyle jest teraz treści w internecie, że to nie jest tak, że każdy zauważy, że Kasia napisała dziesiąty raz to samo. Być może na to trafią, być może nie. Szanse są małe.

Jeżeli mamy na celu robienie czegoś takiego – czyli powracanie do treści – to też dobrze jest mieć to w głowie już, kiedy tworzymy coś od zera. Myśleć o tym, żeby tworzyć raczej evergreen content, czyli treści, które nigdy się nie starzeją. Oczywiście nigdy w 100% to się nie sprawdzi, ale żeby w większości były treściami, które można powielać. Wtedy możemy robić naprawdę wiele – od dzielenia tego na różnego typu formy, pod różne kanały odbiorców, po powtarzanie tych artykułów.

Bardzo chętnie czytam blog HubSpot. Tam dosyć często trafiam na taką sytuację, kiedy prezentują mi ten sam artykuł, który kiedyś już czytałam, ale zmieniają np. tytuł dodając inny rok – tzn. „10 sposobów na dotarcie do odbiorcy w 2018 roku”. Mój umysł już mi podpowiada, że to coś nowego na 2018 rok. A potem czytam całość i widzę, że są to takie porady, które równie dobrze mogłaś stosować 5 lat temu, bo się nie zestarzały. Więc oni mają z górki. To jest dosyć powszechne.

Kaśka Żbikowska >>> Podoba mi się to, bo to uwalnia trochę twórczynie treści w sieci, a z takimi dziewczynami najczęściej spotykamy się w społeczności #DigitalGirls. I rzeczywiście wykonanie naszej pracy raz – pozwala nam korzystać z niej wielokrotnie.

Przypomina mi się tutaj styczniowy projekt, który realizowałyśmy w społeczności – nazwałyśmy go #MyślęJakStrateżka (bez względu na to, czy takie słowo w języku polskim występuje J, ale w społeczności widziałyśmy, o co chodzi). Chodziło o myślenie strategiczne i planowanie, ale nie tylko swojego biznesu i produktów cyfrowych, ale też w ogóle planowanie, np. treści. Więc to się świetnie wpisuje w to, co teraz powiedziałaś. Aby już tworząc materiały, czy nagrywając podcast, tworząc materiał do pobrania na blogu, żeby już wtedy myśleć o tym, że to będzie wielokrotnego użytku. Że można to ograć na różne sposoby, stworzyć różne formaty i przede wszystkim dotrzeć do naszych odbiorców w różnych kanałach. Bardzo mi się to podoba.

Aniu, chciałabym jeszcze zapytać o jedną rzecz, która spędza sen z powiek wielu kobietom w naszym gronie. Chcemy tworzyć dużo wartościowej treści, dzielić się naszą wiedzą. Mamy niesamowitą potrzebę w sobie (a zwłaszcza Edukatorki), że chciałybyśmy użyć tego wszystkiego, co my wiemy i pomóc innym osobom w ich rozwoju. Ale brakuje nam czasu! Tworzenie wartościowego contentu to jest jednak inwestycja energii, czasu i różnych zasobów. Może masz jakąś złotą radę dla osób, które mają mało czasu w ciągu tygodnia na opracowywanie nowych treści? Jak mogłyby to realizować? Załóżmy, że mamy 1-2 godziny w tygodniu na przygotowywanie treści do internetu. Jaką radę dałabyś takim osobom? Na co warto zwrócić uwagę? Co odpuścić, a na co postawić nacisk?

Ania Zalewska >>> Jeżeli rzeczywiście mamy tylko 1 godzinę tygodniowo, to na pewno radzę odpuścić sobie blog. Nie wyobrażam sobie, żeby w godzinę stworzyć wartościowe artykuły, opublikować je w sieci i jeszcze promować.

Mamy taką strategię działania na LinkedIn, że codziennie (bez wyjątku!) publikujemy ciekawostkę z branży. Materiały są zaczerpnięte z branżowych serwisów i są wysokiej jakości. Chętnie je polecamy. Np. taka ciekawostka o tym, że Google zaczęło rozpoznawać nasze głosy i „co o tym sądzicie?”

Wyobraź sobie, że odbiór tych ciekawostek jest tak duży, że od kiedy zaczęliśmy je publikować (w listopadzie 2017 roku) – mamy tak duży wzrost obserwujących, że sami jesteśmy w szoku. Nie poświęcamy czasu na to, żeby napisać artykuł. Jedyna nasza inwestycja czasowa jest taka, żeby śledzić codziennie przez 15 minut najciekawsze blogi zagraniczne, wybrać z nich esencję i podzielić się z odbiorcami. I to świetnie działa.

Kaśka Żbikowska >>> Świetny przykład. Pokazuje wzmacnianie naszej marki, że jesteśmy na bieżąco,  że wiemy, co w trawie piszczy w dziedzinie, w której się specjalizujemy. No i możemy nawiązywać różne partnerstwa. Okazujemy innym twórcom treści szacunek i dzielimy się tym w sieci.

Ania Zalewska >>> Mam wrażenie, że to jest tak, że jak się dzielimy czyimś materiałem, to też łatwiej pobudzić do dyskusji.  Gdy pokazujemy swoje treści, w pewnym sensie się chwalimy swoją wiedzą, co nie zawsze motywuje użytkowników do wypowiedzi pod postami. A kiedy publikujemy coś z innych źródeł, jesteśmy także stroną w dyskusji, otwiera się przyjazne pole do rozmowy.

Kaśka Żbikowska >>> Masz rację. Dziewczyny ze społeczności #DigitalGirls niejednokrotnie mnie pytają o to, jak zbudować zaangażowanie, jak wywołać konwersację, jak sprawić, że ludzie będą chcieli nie tylko kliknąć, ale odezwać się, zabrać głos. A to, co opowiedziałaś stwarza odbiorcom płaszczyznę do wymiany doświadczeń i wiedzy bez dotykania twórcy tej przestrzeni. Fajna sprawa. Koniecznie sobie zapisuję do stosowania w praktyce, bo należę właśnie do tych osób, które nie mają 24 godzin na dobę, żeby rozwijać swoje sieciowe projekty.

Aniu, bardzo Ci dziękuję za te wskazówki. W trakcie naszej rozmowy, sama zrobiłam pełną listę rzeczy, które warto robić w zakresie marketingu treści. Zamieszczę takie podsumowanie w opisie tego podcastu, razem z linkami do Ciebie, a także do projektów, które realizujecie w Agencji Widoczni. Bo widzę, że coraz bardziej się rozkręcacie w sieci! Aniu, bardzo Ci dziękuję w imieniu swoim i wszystkich słuchaczy podcastu i jestem pewna, że spotkamy się w kolejnych projektach w sieci.

Ania Zalewska >>> Chętnie podzielę się materiałami ze słuchaczami. Wybiorę artykuły z naszego bloga, które dotyczą contentu, żeby było łatwiej. Będzie można też przeczytać to, o czym mówiłam. Również bardzo Ci dziękuję za zaproszenie. To jest mój debiut w podcaście, więc jestem podekscytowana i mam nadzieję, że jeszcze się usłyszymy. Do zobaczenia. Dziękuję.

Moje notatki z rozmowy z Anią

Nie wiem jakie Ty zanotowałaś sobie rzeczy w trakcie mojej rozmowy z Anią, ale na mojej liście ważnych wniosków są przede wszystkim:

  1. realizować testy nowych pomysłów świadomie, długofalowo, strategicznie – czyli jeżeli zaczynam realizowanie nowego projektu, testuję nowy kanał komunikacji z moimi klientami, nową formę spotkań z nimi – to zawsze pamiętam o tym, aby nie sprawdzać wyników zbyt szybko i aby dać co najmniej kilka miesięcy sobie i nowemu pomysłowi na zrealizowanie tego, do czego został stworzony.
  2. odświeżyć starsze artykuły z mojego bloga – czyli wyciągać starsze posty opublikowane w różnych mediach społecznościowych i nadawać im nowy rytm, zaktualizowaną formę i po prostu powrócić z nimi do życia (nasi czytelnicy nie muszą być aż tak bardzo na bieżąco z tym, co my do tej pory publikowałyśmy).
  3. w każdym kanale komunikacji w zupełnie inny sposób komunikować się z moimi odbiorcami – bo w każdym kanale, medium społecznościowym zupełnie innego rodzaju treści są ważne dla odbiorców. I innego rodzaju oczekiwania są w nich ode mnie!

Audiobook, który chcę Ci polecić –Droga Startupu – Eric Ries

Na zakończenie odcinka podcastu chciałabym zaprosić Cię do lektury bardzo ciekawej publikacji. A tak naprawdę to dzisiaj zupełnie inaczej, niż zwykle, bo polecam zwykle książki, a dziś polecam Ci audiobook! Jesteśmy w końcu podczas spotkania w ramach podcastu, więc zakładam, że bardzo lubisz inspiracje, wskazówki i praktyczną wiedzę podaną w formie dousznej.

Chcę Ci gorąco polecić spotkanie z Ericiem Rais, którego już przedstawiam Ci w poprzednich odcinkach podcastu. Jestem naprawdę ogromną fanką metody, którą on realizuje i którą szerzy na całym świecie (chodzi o Metodę Lean Startup). Najnowsze dzieło, które wyszło spod jego rąk nosi tytuł Droga Startupu.

Myśl #1:

Przedsiębiorca to jest tak naprawdę stan umysłu, a nie jakiś zawód, wyuczona rola, stanowisko.

Możesz sobie teraz pomyśleć „Kaśka znowu opowiada o startupach, ja nie do końca czuję się jak startup”. Ale to nic bardziej błędnego! Właśnie na tym polega totalna magia tej opowieści, że mówi bardzo konkretnie o tym, że przedsiębiorczość nie jest czymś zarezerwowanym tylko dla przedsiębiorców. Nie chcę tak bardzo upraszczać tego, że przedsiębiorcą jest tylko i wyłącznie ktoś, kto prowadzi działalność biznesową, gospodarczą, albo jest właścicielem jakieś spółki. Przedsiębiorca to ktoś, kto zupełnie inaczej – w taki bardziej otwarty i świadomy sposób – patrzy na rynkowe zjawiska i na siebie jako element tego rynku. Bo jeżeli planujemy, jako Edukatorki Przyszłości, rozwijać naszych klientów, monetyzować naszą wiedzę, sprzedawać wiedzę w Internecie (np. w formułach różnego rodzaju projektów rozwojowych i edukacyjnych tj. kursy online, audiobooki, e-booki), to jeżeli nie wykształcimy w sobie takiej właśnie postawy przedsiębiorcy, czyli kogoś kto jest świadomy tego w czym jest dobry, świadomy mechanizmów rynkowych i w sposób otwarty podchodzący do tego, co można na tym rynku nas spotkać, to możemy stracić mnóstwo okazji, które tym rynku na nas czekają. (…)Ta myśl towarzyszy wszystkim naszym działaniom zawodowym, a także w życiu osobistym, kiedy w grę wchodzi nasz osobisty rozwój, osiąganie naszych indywidualnych celów, czasami też rodzinnych, zdrowotnych. Książka rzeczywiście dotyczy przede wszystkim tematów związanych z biznesem. Ale dostrzegłam bardzo wiele odniesień do życia prawdziwego przedsiębiorcy w każdym jego aspekcie życia – i to było dla mnie niesamowicie inspirującą myślą.

Myśl #2:

Think Big. Start Small. Scale Fast.

Oto druga myśl, którą wzięłam sobie z tej książki i zacytuję ją tutaj w oryginale.

Rozumiem ją w ten sposób, że nie tylko chodzi o startupy właśnie – czyli małe przedsiębiorstwa, które się szybko rozwijają – ale o każdą z nas, która chciałaby bardzo szybko zobaczyć w postępy w swoich projektach.

Think Big to dla mnie takie myślenie ambitne, przyszłościowe. A sposób, w którym postrzegam moją przyszłość jest pełny odwagi patrzenia na jutro.

Start Small oznacza dla mnie, że zaczynam od małych kroków i nie boję się tego, że na starcie jestem mała, czyli elastyczna i w bardzo lekki sposób mogę zrobić pierwszy i kolejny krok. Mało ryzykuję, bo właśnie mały może na początku więcej. Ma tak naprawdę dostęp do większej ilości zasobów, niż mu się najczęściej wydaje.

Scale Fast to właśnie rozwijaj się szybko. To jest taka wisienka na tym torcie. Ponieważ kiedy zaczynam myśleć właśnie o ambitnych i włochatych celach i mam świadomość tego, że im szybciej wystartuję (nawet jeśli nie jestem jeszcze w pełni gotowa, bo jak wiemy ten sam nigdy nie nastąpi, nigdy nie będziemy miały idealnego momentu w życiu, nigdy nie będziemy w pełni, w 100% gotowe, żeby podjąć jakieś wyzwanie), tylko właśnie jestem w pełni świadoma, że właśnie teraz zdziałam więcej. Następnie będę szybciej się rozwijać, rosnąć i skalować swoją działalność. Ta myśl bardzo mi towarzyszyła przez tak naprawdę cały audiobook. I muszę przyznać, że jest to taka filozofia, która jest mi bardzo bliska na co dzień.

Jak wiecie, uwielbiam eksperymentować i robić różnego rodzaju mniejsze i większe testy. Sporo o tym mówię w podcaście i w przestrzeni #DigitalGirls. I rzeczywiście ta myśl Think Big. Start Small. Scale Fast, sprawia, że jestem jeszcze bardziej lekka w podejmowaniu kolejnych kroków na ścieżce mojego rozwoju. Wiem, że im szybciej zacznę pracować nad moim pomysłem i ożywiać go, to szybciej zorientuję się czy jest on dla mnie, a ja dla niego i czy warto inwestować w niego jeszcze więcej czasu i energii.

Myśl #3:

Małe firmy są zakładane po to, aby kiedyś stały się dużymi firmami.

Bardzo często startujący przedsiębiorcy (działający na małą skalę) są zakochani w swoim pomyśle. Są nakręceni niesamowitą energią i mają dużo entuzjazmu w realizowaniu swoich zamierzeń. Czują, że trafili na jakąś ważną rzecz, którą chcieliby dać światu. I bardzo często na tym początku, kiedy firma  jest na starcie rozwoju, nie ma jeszcze żadnych struktur, procedur, nie obowiązują w tej organizacji żadne sztywne zasady. Dzieje się tak z prostego powodu – najczęściej młodzi przedsiębiorcy zaczynają jako jednoosobowa lub 2-osobowa firma i nie ma jeszcze przestrzeni w takim projekcie na organizowanie swojej pracy w jakieś procedury i zasady. I te osoby, ci przedsiębiorcy, bardzo często demonizują duże firmy, duże podmioty gospodarcze, korporacje. Mówią o nich w negatywny sposób lub po prostu przeciwstawiają je sobie – jako takie coś co jest złe, a my jesteśmy lepsi, bo my jesteśmy szybsi, zwinniejsi, bo my jesteśmy startupem.

I właśnie na to Eric Ries zwraca uwagę w publikacji. Małe firmy są zakładane po to, aby rosły. I kiedy przedsiębiorca zaczyna rozpościerać swoje skrzydła coraz szerzej, zaczyna działać na szerszą skalę, to jest zmuszony wręcz w naturalny sposób zaangażować kolejne osoby do swojego zespołu, rozszerzyć swój zakres działań. I w pewnym momencie po prostu taki zespół musi stworzyć dla siebie jakieś zasady działania, reguły współpracy w tym zespole. Z czasem, kiedy ludzi w zespole przybywa, kiedy przybywa zobowiązań, klientów, narzędzi, technologii – bez pewnego rodzaju zasad i procedur, opisujących działania powtarzalne, checklist – nie da się funkcjonować. Dlatego mała firma z ambitnymi planami chce się rozwijać i tak naprawdę dąży do tego, aby w przyszłości jak najszybciej zostać dużą firmą.

To dla mnie bardzo fajna perspektywa. Tym bardziej, że realizuję swoje projekty zarazem na etacie – pracując jako Project Manager do spraw akceleracji w dużej organizacji, a z drugiej strony będąc  startupem i realizując swoje autorskie projekty. Widzę te dwie perspektywy na co dzień i widzę, jak bardzo zderzają się ze sobą.

Mam nadzieję, że ta publikacja będzie dla Ciebie inspirująca bez względu na to, czy już czujesz się startupem, czy czujesz, że wzmaga w Tobie siła przedsiębiorczej natury i czy masz takie skojarzenia w tym zakresie. Myślę, że na pewno znajdziesz w tym audiobooku coś ciekawego dla siebie i dostrzeżesz wiele różnych mechanizmów, które działają także w Twoim życiu i osobistym i zawodowym.

W kolejnym odcinku

Chciałabym jak zawsze podziękować Ci za to, że jesteś ze mną i że realizujesz moją wymarzoną ścieżkę rozwojową w ramach tego podcastu.

W kolejnym odcinku opowiem Ci o temacie, który jest bardzo interesujący i dla każdej Eedukatorki Przyszłości. Będę mówiła o tym, w jaki sposób zbadać rynek. Czyli w jaki sposób poznać oczekiwania i potrzeby swoich klientów, kursantów, odbiorców, czytelników. Po co? Aby jak najlepiej odpowiedzieć na nie tworząc kompleksowe, rozwojowe produkty, które doprowadzą Twoich odbiorców do ich wymarzonych efektów.

Dziękuję Ci raz jeszcze, że jesteś ze mną i do usłyszenia w kolejnym odcinku.